1

2

3

4

5

 

Czerwony autobus

Niedawno minęło pięć lat, jak na polskich drogach pojawiły się pierwsze czerwone autobusy. Stanowiące flotę nowego przewoźnika. Właścicielem tej firmy jest ekscentryczny angielski miliarder, który jest najbardziej znany z tego, że niemiłosiernie tępi konkurencję, niezależnie do kraju w którym się pojawi. Zanim jego interesy zawędrowały nad Wisłę, biznesmen próbował podbić rynki skandynawskie i brytyjski. Poszło mu tam nadzwyczaj dobrze, bowiem w przeciągu kilku lat nie dość, że zdołał wyjść na prostą pod względem finansowym, to jeszcze wykupił albo zniszczył konkurencję. Skutek jest taki, że flota jego autobusów w naszym kraju dobija już dwustu i z tego co wiadomo, to jeszcze nie ostatnie słowo. Na profilach społecznościowych i w Internecie ludzie chwalą taką wojnę cenową pomiędzy przewoźnikami. Efektem końcowym takiej batalii jest znacząca obniżka cen za przejazdy. Szacuje się, że czerwone autobusy rocznie przewożą w Polsce ponad osiemnaście milionów osób. Według naukowców z warszawskiego uniwersytetu, pozwala to na przemieszczanie się z jednego krańca Polski na drugi w szybszym tempie, schludniej, bezpieczniej i taniej. Oczywiście taki stan rzeczy niezbyt odpowiada konkurencji, która nieustannie musi odpowiadać na kolejne już obniżki cen i oferty specjalne, jakie Brytyjczyk oferuje swoim klientom. Do dnia dzisiejszego takich potyczek nie przeżyło ponad dwieście firm transportowych a sam rynek mocno się skonsolidował. Na dłuższą metę może to przynieść nam, pasażerom, niemałe i wymierne korzyści.

Morze czy góry

Co roku miliony Polaków przemieszcza się w okresie letnim w celu odbycia upragnionego odpoczynku. Mniej więcej połowa z nich jedzie na południe, w polskie góry. Druga część podróżnych preferuje raczej błogie leżenie na plaży lub uprawianie sportów wodnych. Ale dla porównania każdy z nas chętnie bierze udział w odwiecznej dyskusji, o wyższości gór nad morzem i odwrotnie. Ilu ludzi tyle opinii. Wszyscy starają się wskazać przewagę swojego wyboru nad opiniami przeciwników a sama dyskusja wydaje się nie mieć końca. Najczęściej wymienianymi argumentami przemawiającymi o przewadze gór, jest możliwość aktywnego przebywania na łonie natury. Zdobycie nawet niewielkiej górki jest nie lada wyzwaniem, nie tylko fizycznym ale i pod względem mentalnym. Na koniec można dodać, że w górach człowiek ma większą niezależność od kaprysów natury, bowiem nawet przy braku słońca czy zachmurzeniu, można uprawiać górskie spacery. Zwolennicy leżenia na piasku wskazują na fakt, że w końcu po to są wczasy, żeby nic nie robić. Poza tym dla spragnionych aktywnego wypoczynku nie zabraknie tu atrakcji. Na dzień dzisiejszy można uprawiać każdy sport jaki tylko jest nad wodą możliwy, oczywiście w miarę naszych możliwości, również i tych finansowych. Teza o przewadze gór ze względu na możliwość chodzenia po nich także w trakcie brzydkiej pogody jest obalana twierdzeniem, że nad morzem zazwyczaj jest o wiele piękniejsza i stabilniejsza aura, niż na południu. Jak widać każda ze stron tego sporu ma swoje racje i nikt nie chce przyznać słuszności argumentów drugiej strony.

Ulubione kierunki

Europa, z racji swojego znaczenia politycznego, gospodarczego jak i kulturowego jest drugim pod względem popularności miejscem turystycznych podróży. Do takich wniosków doszli socjologowie, badający grupę dziesięciu tysięcy podróżnych, jakich przepytywano na największych lotniskach. Oficjalne dane również potwierdzają, że wyprzedza nas pod tym względem tylko Azja. Jednakże biorąc pod uwagę różnice w wielkości jednego i drugiego kontynentu, to nasz kontynent wychodzi z tego starcia zwycięsko. Najczęstszym powodem odwiedzenia Europy jest chęć zobaczenia na własne oczy wszystkich tych miejsc i rzeczy, które wywarły niejednokrotnie decydujący wpływ na przeszłość reszty świata. Przykładem jest Rzym, gdzie można osobiście zwiedzić ruiny i zabytki antycznego świata. Grecja również ma tu wiele do powiedzenia, podobnie jak większość pozostałych krajów. Spora część ankietowanych wskazywała bogate miasta i wysoki rozwój cywilizacji, jaki spodziewali się w Europie zastać. Ich wyobrażenia w większości zgodziły się z rzeczywistością, co pomaga w dalszym, jeszcze intensywniejszym reklamowaniu Starego Kontynentu. Generalnie ulubionym obszarem turystycznej eksploracji turystów z innych kontynentów jest południe Europy. Najprawdopodobniej nie bez znaczenia jest sprzyjający klimat, do złudzenia podobny do tego, jaki panuje na szerokim obszarze Azji czy Afryki. Na drugim miejscu są Alpy, ze względu na nieprzebrane bogactwa naturalne. Należy mieć nadzieję, że niedługo na szlaku podróżnych znajdzie się Polska.

Obraz Polaka

Dwadzieścia lat temu w pięciu krajach Europy Zachodniej, spytano reprezentatywną grupę ludzi o to, jak oceniają Polaków. Nie trudno się domyśleć, że to, co można było wtedy o nas usłyszeć, nie polepszało nam samopoczucia. Reasumując, uważano nam za pijaków, leni i złodziei. Trzeba przyznać, że na taki obraz w oczach reszty kontynentu, sami sobie zapracowaliśmy. Jednakże nie ma co się smucić, bowiem niedawno znów zadano ludziom takie samo pytanie. Tym razem odpowiedzi, jakie padały z ich ust, mogą napawać nas dumą. Według ankietowanych, jesteśmy pracowici i coraz lepiej prezentujemy się na zewnątrz. Jednakże najbardziej zadziwiającym było stwierdzenie, że bardzo lubimy podróżować. Faktycznie, co roku ponad osiem milionów rodaków odbywa długie podróże, żeby poza granicami naszego kraju odpoczywać, zarówno latem jak i zimą. Jednak mało który Polak sam o sobie powiedziałby, że pochodzi z kraju, gdzie uwielbia się podróże. Rzeczywistość jednak pokazuje, że sporo może być w tym racji. Według obliczeń, przynajmniej raz w roku co ósmy rodak opuszcza granice naszego kraju w celach niezarobkowych, tylko czysto turystycznych. Nasi zachodni sąsiedzi są na tym polu nie do pokonania, bowiem co drugi statystyczny Niemiec wypoczywa podobnie. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę na różnice, jakie dzielą nas od Berlina, zarówno pod względem zarobków jak i opieki socjalnej. Bardziej wiarygodnie będzie porównać nas z naszymi południowymi sąsiadami, Czechami. Tam co siódmy obywatel opuszcza kraj, żeby udać się na wakacje. Jak widać współczynnik ten jest podobny, ale w porównaniu z pozostałymi krajami Europy Wschodniej i Centralnej, jesteśmy w ścisłej czołówce.

Japońscy turyści

W każdym bardziej znanym turystycznie miejscu na świecie, można zobaczyć obrazek, kiedy skośnoocy turyści, obwieszeni kilkoma aparatami, zaciekle starają się uwiecznić każdy szczegół zwiedzanego miejsca. Zazwyczaj są to przemili ludzie, troszkę nieśmiali i często rozmiłowani w europejskiej kulturze i obyczajowości. Warto podkreślić, że na pytanie, co spowodowało, że japońscy obywatele tak chętnie zwiedzają nasz kontynent, większość z nich wskazała albo historię albo architekturę. Jeżeli chodzi o to ostatnie, to trudno się dziwić. Powszechnie wiadomo, że Japonia ma swój, niepowtarzalny styl w budownictwie, więc dla jednej i drugiej strony możliwość obejrzenia go z bliska jest nie lada atrakcją. Ale wskazanie historii powinno dać Europejczykom do myślenia. Rzeczywiście, Azjaci o wiele bardziej znają europejską historię i przeszłość, niż Europejczycy przeszłość Japonii. Spora część Japończyków po przyjeździe do Europy, rozpoczyna zwiedzanie od wizyty w muzeum lub w księgarni, poszukując dobrej, angielskojęzycznej literatury historycznej. W tym miejscu warto porównać ich z Amerykanami, którzy raczej nie są uważani przez resztę świata jako bywalcy salonów światowej sztuki i kultury. Przeciętny Amerykanin na pytanie, co go nakłoniło do odwiedzenia Starego Kontynentu, odpowiada, że albo namowa przyjaciół którzy już tu byli, albo chęć przeżycia dobrej zabawy. Być może wynika to z powszechnie znanej ignorancji w nauczaniu amerykańskich dzieci i młodzieży tematyki historycznej. Efekty takiego podejścia są bardzo dobrze widoczne.

Rzymscy przewodnicy

Rzym jest znany chyba każdej osobie. Kojarzy się z przebogatą historią, jaka się tu rozgrywała od kilku tysiącleci. Spuścizną po tym wszystkim jest ogromna liczba zabytków, jakie w Wiecznym mieście można podziwiać i zwiedzać. Aby jednak przebiegało to sprawnie, bezpiecznie i przede wszystkim fachowo i na odpowiednim poziomie, władze Rzymu postanowiły uporządkować rynek przewodników. Dotychczas pod tym względem panowała zupełna samowola, bowiem żadne przepisy prawne ani ustalenia władz miejskich nie regulowały, kto może oprowadzać turystów. Niejednokrotnie na tym tle dochodziło do sprzeczek, awantur i nieporozumień, pomiędzy licencjonowanymi przewodnikami a zupełnymi amatorami, którzy chcieli w ten sposób podreperować swój domowy budżet. Jak nietrudno się domyśleć, wszystko rozgrywa się wokół pieniędzy. Przewodnicy rzymscy, posiadający zezwolenie i certyfikat, to absolwenci uniwersyteckich wydziałów historii na tutejszych uniwersytetach. Ich wiedza podparta jest dyplomami i kursami, przez co za godzinę oprowadzania liczą oni sobie około stu euro. Amatorzy, próbujący często w sposób nachalny zdobyć nowych klientów, często nawet nie wiedzą o czym mówią, myśląc tylko o tym, aby oprowadzana grupa zawitała do polecanej restauracji, przez co przewodnik zarobi dodatkową prowizję od szefa jadłodajni. Od przyszłego miesiąca aby móc oprowadzać grupy turystów po Rzymie, trzeba będzie przejść najpierw dwumiesięczne szkolenie, zakończone egzaminem państwowym. Koszt takiego certyfikatu oscyluje koło tysiąca euro, jednakże taki wydatek powinien szybko się zwrócić. Przewiduje się bowiem, że poprzez zmianę przepisów stawki godzinne usług przewodnickich ulegną podwojeniu.

Wawelskie niespodzianki

Kraków od niepamiętnych czasów był jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc w Polsce. Ostatni ranking europejski, pozwolił cieszyć się Krakusom z zajęcia wysokiego, bo ósmego miejsca. Pomimo wielu niewątpliwych walorów turystycznych czy dobrze znanej na całym kontynencie opinii jako miejsca przyjaznego dla gości, władze tego miasta wciąż muszą zabiegać o turystę. Powodem tego jest rosnąca konkurencja ze strony wciąż mało poznanego wschodu Europy czy też Rosji. Aby uniknąć odpływu odwiedzających, władze Krakowa zarządziły przegląd i spis wszystkich najważniejszych atrakcji w tym mieście. Okazało się, że pomimo ciągle prowadzonej inwentaryzacji tego typu miejsc, przeoczono wiele ważnych spraw. Przykładem jest Katedra na Wawelu, której jak się okazało grozi w najgorszym wypadku zawalenie części dachu. Powodem kłopotów jest przeoczenie nakładów finansowych na ten cel w tegorocznym budżecie. Władze kościelne wyczerpały już limit dofinansowania ze strony ministerstwa kultury, a dochody tutejszej metropolii kościelnej nie pozwalają nawet na rozpoczęcie prac konserwatorskich. Władze Krakowa, niemile zaskoczone tym faktem, musiały dokonać przesunięć w swoich finansach, co pozwoliło na zapewnie środków na bieżące remonty. Być może z tej nieciekawej generalnie sytuacji, będzie można wyciągnąć jakiś pozytywny aspekt, bowiem niespodziewanie, odkąd ruszyły prace remontowe, wawelska świątynia stała się miejscem masowych wycieczek. Zaciekawionych gapiów przyciąga jak się okazuje sam fakt remontu i możliwości podziwiania rzeczy, które dzieją się raz na pokolenie.

Morskie podróże

Polskie wybrzeże liczy sobie ponad sześćset kilometrów. Pomimo, że nigdy nie byliśmy morską potęgą, zamiłowanie rodaków do morskich podróży było dobrze znane od wieków. Jednak dopiero w ostatnim dziesięcioleciu, można powiedzieć, że nasza żegluga pasażerska złapała wiatr w żagle. W poprzednim roku statki, jakie zaokrętowały do polskich portów dalekomorskich, przewiozły ponad osiem milionów pasażerów. Oznacza to, że w przeciągu dekady dziesięciokrotnie częściej podróżujemy w ten sposób. W znacznej mierze jest to spowodowane zarówno polepszającemu się poziomowi naszego życia, jak i wielomiliardowymi inwestycjami w portowe nabrzeża jak i statki. Unijne dotacje sprzyjają takim wydatkom, bowiem właśnie morska żegluga pasażerska ma mieć w unijnym budżecie priorytet. Wspólnota chce jednocześnie rozwinąć w ten sposób turystykę i regiony nadmorskie w Unii. Poza tym transport morski jest jednym z najbardziej przyjaznych dla środowiska naturalnego, bowiem w przeliczeniu na jednego pasażera, zużywa on ośmiokrotnie mniej paliwa niż dla przykłady samochód. Można już zobaczyć pierwsze efekty takich inwestycji nad polskim wybrzeżem. Do Trójmiasta prosto z portów zawitało w zeszłym roku przeszło milion turystów, co jest aktualnym rekordem wśród polskich nadmorskich miast. Było to możliwe dzięki miliardowym nakładom w rozbudowę portu jak i w reklamę na statkach, zachwalającą Gdańsk, jako kolebkę bałtyckiej kultury. Jeżeli nic się nie zmieni, to za kilka lat taka forma zwiedzania stanie się jedną z najpopularniejszych w Europie, na czym możemy tylko zyskać.

Szlakiem wspomnień

Według wstępnych szacunków, koszt ponownego otwarcia najdłuższego połączenia kolejowego w Europie, zamknął się sumą przeszło miliarda euro. Inwestycja ta, łącząca szlakiem kolejowym Londyn z Turcją, jest nawiązaniem do słynnego już połączenia na tej samej trasie w okresie międzywojennym. Niestety, dziesięciolecia zamkniętych granic pomiędzy poszczególnymi krajami, nienajlepsza infrastruktura kolejowa oraz spychanie kolejnictwa na boczny tor, spowodowały, że połączenie to na początku lat dziewięćdziesiątych zlikwidowano. Oczywiście szybko zapełniono tą lukę licznymi połączeniami autobusowymi i lotniczymi, ale nie było to już to samo. Kolej z Londynu do Turcji nierozerwalnie połączona była bowiem z luksusem i splendorem, jakich nie zapewni dziś żaden środek lokomocji. Wagony o najwyższym stopniu wykończenia i wyposażenia wraz ze wspaniałą obsługą i wykwintnymi daniami, jakie serwowano dla pasażerów, pozostają do dziś niedoścignionym wzorcem, do którego wszyscy chcą zmierzać. Inwestorzy, za pomocą których udało się w zeszłym miesiącu reaktywować to połączenie, liczą się z początkowo małym zainteresowaniem swoją ofertą. Jednakże po upływie kolejnych trzech lat połączenie to ma być dochodowe i samo na siebie zarabiać. Szacuje się, że najbardziej luksusowymi pociągami ma wtedy podróżować ponad milion pasażerów rocznie, a z każdym kolejnym rokiem liczba ta ma się podwajać. Pozostaje mieć nadzieję, że inwestycja ta pozwoli na przywołanie wspomnień o luksusie na żelaznych kółkach wraz w zamożnymi pasażerami.

Autostradowe połączenia

Niedawno polską opinię publiczną wstrząsnęła wiadomość o pięciokrotnie wyższej niż na Zachodzie cenie jednego kilometra autostrady, jaka ma powstać na południu kraju. Tłumaczenia, że ma to się przyczynić do między innymi rozwoju turystyki w tym regionie, nie przekonały wszystkich przeciwników tej inwestycji. Tymczasem okazuje się, że nie tylko my mamy takie problemy. We włoskim parlamencie przez tydzień trwała zaogniona dyskusja o sensie budowy drogi szybkiego ruchu w najbiedniejszym regionie tego kraju. Tłumaczenie zwolenników było dokładnie takie same, jak w Polsce. Dla poparcia swojej tezy wyciągnięto przykład sprzed dziesięciu lat, kiedy na włoskiej wyspie Sardynia zainwestowano potężną sumę w celu wybudowania autostrady pomiędzy stolicą wyspy a wybrzeżem. Okazało się, że inwestycja nie dość, że się już zwróciła poprzez wpływy z biletów, to ruch turystyczny wzrósł w tym regionie dwukrotnie. Pozostaje mieć nadzieję, że śląski odcinek ekspresowej drogi okaże się nie mniej dochodową inwestycją. Lokalne władze już zacierają ręce, licząc na wpływy do budżetu z racji licznie przyjeżdżających turystów z Czech, Słowacji czy dalszych regionów naszego kontynentu. Odważniejsze gminy, przez które ma droga ta przebiegać, już zainwestowały dziesiątki milionów złotych w rozwój lokalnej infrastruktury dla mających się tu zjechać gości. Coraz częściej można również zauważyć, że nastąpiło zauważalne ożywienie na lokalnym rynku nieruchomości, co zazwyczaj pozwala optymistycznie patrzeć na przyszłość.